Zacznijmy od podstawówki.

Mała Kinia biegała sobie z koleżankami, wiodła beztroskie życie i jak większość dzieci, nie miała czasu ani na picie ani na jedzenie.

Często nie przynosiła do szkoły żadnych soczków, o wodzie już nie wspominajmy, bo i tak całe butelki wracały nietknięte do domu.

Kinia rosła i stała się nastoletnią Kingą. 

Nastoletnia Kinga nienawidziła wody, bo była nijaka i bez smaku.

Nie odczuwała też potrzeby picia, często przez cały dzień.

Wiem, ciężko to sobie wyobrazić.

Do tej pory pamiętam pewną wycieczkę rowerową, na której wszyscy pili wodę, a ja odmówiłam, bo przecież oczywiście nie chciało mi się pić. Pamiętam, jak kolega mojego ówczesnego chłopaka, zwrócił uwagę na to, że ja nigdy nie piję i że powinnam pić więcej, także było to widoczne.

No i w końcu przenosimy się do liceum, gdzie zdrowie już trochę zaczęło kuleć, ale przede wszystkim zaczął się intensywny okres wszelkich diet.

Pamiętam swoją pierwszą dietę od dietetyka. Mama za nią płaciła, więc czułam dużą odpowiedzialność.

Założyłam, że będę się stosować do jej założeń co do jednego ziarnka ryżu.

Na marginesie, były tam wskazania dotyczące niejedzenia owoców po 13.

Od razu dementuję plotki o niejedzeniu owoców na wieczór, no ale wtedy ta dieta była dla mnie niemalże święta, więc nie jadłam.

No i nie można było soczków…I tu pojawił się problem.

No bo jak to tak…nie można soczków, ani nektarów, ani NAWET tych świeżo wyciskanych soczków.

A no nie można, za to można wodę i kawę i herbatę.

No cóż, przełknęłam gorycz i z dnia na dzień przestawiłam się na wodę.

Pierwszy tydzień był ohydny, drugi z resztą też.

Po miesiącu wszyscy kojarzyli mnie z wielką, 1,5 litrową butelką wody pod pachą, która często nie wystarczała mi na długie dni spędzane w szkole.

No cóż, już Wam mówiłam, że sama miałam zapędy dyktatorskie (sprawdź TUTAJ), dlatego pewnie tak łatwo dostosowałam się do nowych zasad, ale Wy nie musicie.

Powiem więcej, w większość wypadków to w ogóle nie zadziała, a tylko doprowadzi do buntu.

Dlatego polecam Wam metodę małych kroczków, która sprawdza się niemal zawsze.

Pierwszego dnia sięgacie po wodę, choćby jedną szklankę.

Jeśli nie lubicie jej smaku, to wyciśnijcie do niej trochę cytryny, dodajcie trochę mięty albo limonki.

Drugiego spróbujcie wypić dwie i te dwie pijcie przez kolejne 3 dni.

Potem zwiększcie ilość do 3 szklanek dziennie no i chyba widzicie już schemat, który Wam proponuję.

Jeśli natraficie na blokadę, nie cofajcie się do początków, spróbujcie zejść o jeden stopień w dół i utrzymywać się na nim, tak długo, aż poczujecie, że możecie iść dalej.

Tak wypracowane nawyki zostają na długo, często na całe życie.

I mówię to ja, dziewczyna która od zera przeszła do 3 litrów wody dziennie 🙂

Dajcie znać jakie są Wasze doświadczenia z piciem wody.

Byliście nauczeni picia jej od małego czy sami wypracowaliście sobie taki nawyk ?

Komentarze w Jak zacząć pić więcej wody?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Kinga Wittenbeck

Jestem dyplomowaną dietetyczką, która uwielbia jeść!

Nie wyobrażam sobie swojego życia bez dobrego jedzenia i zawsze powtarzam, że życie jest za krótkie na niedobre jedzenie.

Prywatnie mieszkam w Nowym Jorku z moim hiszpańskim mężem.

Gotuję szybko, bezmięsnie i smacznie, a oprócz tego kocham dobrą kawę i wszelkie morza i oceany.

Polub mnie na Facebook


.