Nie trzymając Was w napięciu, nie, to choroba autoimmunologiczna, która dotyka co trzecią Polkę, szczególnie w dojrzałym wieku.

Ale od początku.

Zmęczenie, rozdrażnienie, sucha skóra, wypadające włosy, brak chęci do życia, a nawet depresja, zaparcia, brak miesiączki, problemy z zajściem w ciążę i ze schudnięciem, z tym wszystkim zmagają się osoby cierpiące na Hahimoto.

Najgorsze jest to, że objawy są na tyle niespecyficzne, że często tłumaczy się je przemęczeniem, dużym stresem czy przepracowaniem. Choroba ta więc potrafi być bardzo długo w ogóle lub źle diagnozowana.

Przy odrobinie szczęścia i dobrym endokrynologu, często pada jednak diagnoza – Hashimoto.

I wtedy oblewa nas fala strachu…

Ale niepotrzebnie.

Hashimoto – to choroba autoimmunologiczna.

Najprościej rzecz ujmując, nasz układ odpornościowy, zamiast chronić nas przed chorobami, znajduje swojego wroga, w naszym organizmie. W tym konkretnym przypadku w tarczycy. I zaczyna go atakować, chociaż może lepiej byłoby napisać, że zaczyna chronić nas przed nim.

Skutkuje to zaburzoną pracą tarczycy i nieprawidłowym wydzielaniem hormonów tarczycowych.

Dlatego też często przy Hashimoto występuje niedoczynność tarczycy, która charakteryzuje się podwyższonym wydzielaniem TSH – jednego z hormonów przysadki. Próbuje ona pobudzić pracę tarczycy, jednak ta, nadwyrężona, nie może już pracować z dawną efektywnością i obniża wydzielanie swoich hormonów – fT3 i fT4.

Skutkuje to tym, że pacjenci koniecznie muszą przyjmować hormony syntetyczne, tak, żeby wyrównać braki jednych, a przez to uregulować nadwyżki innych.

I przyjmowanie tych hormonów codziennie jest konieczne.

Od razu napiszę tu, że buntowanie się i zapieranie, że nie chcesz się faszerować lekami, nie ma tu żadnego sensu.

Musisz zrozumieć, że twoja tarczyca nie wytwarza hormonów, których potrzebujesz, żeby poczuć się lepiej.

I ona ich nie wytworzy, więc jedyny sposób na ich dostarczenie to podanie syntetycznej wersji.

Powinniście wiedzieć, że mimo że tarczyca jest mała to ma wielką moc i jeśli nie funkcjonuje dobrze to może nieźle namieszać, dlatego lepiej się przeciwko niej nie buntować.

Niestety od razu to napiszę – choroby tej nie da się wyleczyć.

Jest ona przewlekła i zostaje z nami na całe życie.

Fajna perspektywa co nie?

Masz świadomość, że twój organizm zjada Twoją tarczycę no i nic nie możesz z tym zrobić..

Wait…nie do końca nic.

Możesz, przy pomocy diety, suplementacji i odpowiedniego odpoczynku wprowadzić siebie w stan remisji, czyli względnego spokoju, kiedy hormony tarczycy są na właściwym poziomie, a przeciwciała nie atakują już tak mocno tarczycy.

Ale o diecie i suplementacji w Hashimoto napiszę osobny artykuł, bo chcę, żebyście go przeczytali, a jak zawrę wszystko tutaj to w połowie się Wam odechce.

Także tutaj dodam jeszcze parę słów, skąd w ogóle bierze się ta choroba i dlaczego akurat ja?

Pytanie które zadaje sobie każda osoba po diagnozie, w tym ja 🙂

Przyczyn tej choroby jest wiele, ale nie są one do końca zbadane.

Mówi się, że działa tu przede wszystkim genetyka.

Jeśli Twoja mama cierpi na Hashimoto, możesz się przygotować na to, że niedługo będziecie miały więcej motywacji i tematów do rozmów, bo prawdopodobnie będziecie dzielić tę samą dietę i książki na temat Hahimoto.

Dlaczego mama?

Bo choroba ta jest bardziej kobieca niż męska. Oczywiście, istnieją Panowie chorzy na Hashimoto i przechodzą to tak samo jak my, ale zdecydowanie więcej jest kobiet.

Oprócz genetyki ważne jest też nasze środowisko.

Stres, promieniowanie UV, infekcje wirusowe i bakteryjne, niewłaściwa dieta, niedobór selenu czy jodu – to wszystko może być czynnikiem, który akurat u Ciebie wywoła Hashimoto.

Jak widzicie, jest tego sporo, a dojście do tej jednej przyczyny, która u Was zadziałała, jest właściwie niemożliwe, więc zastanawianie się nad tym dlaczego ja, jest bezsensu.

Rozumiem rozgoryczenie, ale lepiej przyjąć do wiadomości, że mamy nową koleżankę i się z nią polubić.

Wyjdzie Wam to na dobre, bo choć potrafi być ona bardzo wredna, jest z nami na całe życie, a chyba wolicie spędzić je z przyjaciółką, a nie wrogiem, prawda ?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Kinga Wittenbeck

Jestem dyplomowaną dietetyczką, która uwielbia jeść!

Nie wyobrażam sobie swojego życia bez dobrego jedzenia i zawsze powtarzam, że życie jest za krótkie na niedobre jedzenie.

Prywatnie mieszkam w Nowym Jorku z moim hiszpańskim mężem.

Gotuję szybko, bezmięsnie i smacznie, a oprócz tego kocham dobrą kawę i wszelkie morza i oceany.

Polub mnie na Facebook


.